Niektórzy z Was zauważają zmianę w moim zachowaniu, w moim sposobie komunikowania się ze światem - poprzez social media. Fakt, więcej w nich teraz "wydurniania się", więcej śmiechu, więcej dopuszczania Was do mojej codzienności. Skąd to się w ogóle wzięło i gdzie, do cholery, byłem przez ostatnich kilka lat?
Zanim całkowicie zniknąłem z przestrzeni internetowych,
najpierw przez długi czas prowadziłem ten blog, konto na Facebooku (Kamyk Biały), Instagramie (Operuję niebo), a także You Tube - kanał Operuję niebo. I czasem było mi z tym dobrze, a czasem nie. Czasem dawało mi to radość - innym razem frustrowało. Powodem była motywacja - nie chcę jej oceniać jako właściwej bądź niewłaściwej. Motywacja, by dotrzeć do jak największej ilośći osób i niezrozumienie, gdy działo się tak, że nawet najbliżsi znajomi nie reagowali na treści, które wpuszczałem do Internetu. Przyznacie, że to bywa frustrujące?
Sęk w tym, że gdy zniknąłem z przestrzeni internetowych,
Co się wydarzyło i jak to się stało, że wróciłem do social mediów?
Nie umiem Wam odpowiedzieć (przynajmniej jeszcze w tym momencie), co się wydarzyło, że teraz moja motywacja się zmieniła, bo nie pracowałem nad nią w żaden sposób. Nie, nie odbyłem żadnego większego studium czy warsztatu na temat odblokowania siebie w mediach społecznościowych. Raczej wróciłem do relacji z nimi w sposób bardzo bezpieczny. Pamiętam, że pierwsze zdjęcie po około dwóch latach wrzuciłem z mojej podróży z Dawidem do Tomaszowa Mazowieckiego. To w jednej z moich ulubionych koszulek, którą założyłem zupełnie nieświadomy tego, jakie Tomaszowianie mają przystanki u siebie w mieście. Gdy znaleźliśmy się na bodajże placu Kościuszki, poprosiłem Dawida, by mi zrobił zdjęcie na "ściance" z trawy. I tak się na nowo zaczęło. Uznałem, że jestem gotów (czy aby na pewno miałem wtedy takie przekonanie?), by wrzucić po kilkunastu miesiącach jakiekolwiek zdjęcie do mediów społecznościowych. Nie byłem pewien, czy mam to zrobić, a już na pewno nie robiłem tego z pewności siebie - raczej po to, by przetestować, co się stanie, gdy wrzucę jakiekolwiek zdjęcie.
To było swojego rodzaju przekroczenie granicy -
Na czym zaczęło mi zależeć po powrocie do social mediów?
Tak więc, gdy wróciłem, nagle okazało się, że już mi nie zależy na tym, jak mnie inni będą odbierać. Właśnie to jest ciekawe: że nie spinałem pośladów i po prostu wszedłem w ten fejsbukowo-instagramowy świat na nowo. Może takie odrodzenie było potrzebne? Żebym nie czuł presji i po prostu zaczął się bawić tym, co mówię? I chyba tak się stało, bo od tego momentu nagrywam i piszę, publikuję coraz więcej treści cyfrowych. Odblokowało się też moje pisanie kreatywne - i pracuję nad kolejnymi tekstami. Co było nie do pomyślenia, gdy siedziałem w mojej kochanej jaskini.
Mało tego, że wróciłem - mojemu powrotowi towarzyszy niespotykana i nieznana mi wcześniej energia.
Inna motywacja. Choć nie układałem sobie tego w głowie, powtarzam. Ale może w tym nieukładaniu właśnie ułożyło się najwięcej i w najbardziej nieoczekiwany sposób? Cieszę się tym faktem. I dziękuję za każdą osobę, która jest ze mną choćby przez ekran telefonu, ogląda moje relacje, zdjęcia, czyta teksty i czuje, że coś jej dobrego taki materiał przynosi. Czy to będzie seria Baba&Budda, w której zakładam portki na głowę i mówię głosem baby z Podlasia, dyskutując z moim Budzisławem czy to gdy tak, jak dziś, wiruję wokół własnej osi i trzymam w pysku serce WOŚP, które spadło z nieba wprost na moją kurtkę i wykonuję serię nagrań.
A co najważniejsze - powróciłem w pełni radości.
I taką radość chcę dawać Wam. Bo bez tej radości życie jest do bani. Moja higiena jest następująca: daję radość sobie w życiu, potem przenoszę tę radość na nagrywanie, pisanie itp., przynoszę radość Wam - a Wy oddajecie mi tę radość po swojemu (czy to będzie kliknięte serduszko czy wiadomość prywatna czy komentarz - za każde dziękuję). Czy to zasługa nieprzerwanie goszczącego w moim życiu stand-upu (od kilku lat)? - podejrzewam, że w tym też jest źródło tego, że nie trzymam dłużej kija w dupie :D Moje życie obfituje w żarty, wydurnianie się (wiem, że czasem znajomi mają tego dosyć - ale na szczęście tylko czasem). Cokolwiek by nie było jednak źródłem mojej radości - celem radości jest radość. A jaka jest Wasza jaskinia, z której boicie się wyjść?


Komentarze
Prześlij komentarz